Amsterdamie, czemu tak bardzo nie potrafię Cię polubić… ?!

Tak chciałam zrobić dziś coś kreatywnego. Miałam w końcu wyjść z domu, odkryć coć miłego w mieście, w którym przyszło mi mieszkać. Tak na prawdę wcale go nie lubię. Ja wiem, że na te miliony turystów, które odwiedzają 97% z nich dałaby się pokroić aby choć przez chwile tu mieszkać.
A więc drodzy Państwo Amsterdam wcale nie jest taki fajny na jaki wygląda. Znalezienie mieszkania graniczy z cudem. Dosłownie.
Kiedy się wprowadzałam do Holandii szukałam mieszkania przez miesiąc. W końcu wylądowałam w miejscowości obok (która jest jego kontynuacją, możesz bez problemu wcisnąć znajomym Cię odwiedzającym, że to ciągle jest Amsterdam). Po 4 miesiącach szukanie trwało prawie 2 miesiące. I znowu wylądowałam… tym razem już w mieście, ale w dzielnicy/wyspie, która została utworzona dopiero ok.10 lat temu i nadal ciężko tam o atrakcje. No ale można wskakiwać do wody prosto ze swojego okna i pod drzwiami parkować jacht. Jak ktoś ma. Ja nie miałam.
Niestety, przegrałam kilka castingów. Tak, castingów na współlokatora/wynajmującego całe mieszkanie po drodze ocierając się o kilku oszustów maklerów. A więc wynajęcie czegokolwiek i w którejkolwiek części miasta bez castingów i maklerów (albo czasem też castingów u maklera) jest absolutnie niemożliwe. Nie da się. Kolejną wadą jest parkowanie. Też się nie da. Nie ma możliwości zaparkowania nigdzie w Amsterdamie za darmo. Nawet pod własnym domem na najgorszym zadupiu miasta. Jeśli jednak już tak bardzo chcesz to można ubiegać się o pozwolenie z gminy na parkowanie pod domem. Płatne oczywiście. Czeka się różnie, od kilku tygodni do… No właśnie, mieszkam w centrum, na jednej z kluczowych ulic miasta. Na pozwolenie na niej czeka się ok. 6 lat. Tak, sześciu lat.
No ale w końcu po 9 miesiącach mieszkam w centrum. I znowu problemy. Po pierwsze wniesienie czegokolwiek po piędzisięciocentymetrowych mega stromych, krętych i wąskich schodach. Jeśli chcesz wnieść chociażby trochę większe krzesło potrzebna jest firma przeprowadzkowa z liną lub windą. Za samo wciągnięcie kilu mebli z Ikea, pralki i lodówki zapłaciliśmy 368 euro. Pare minut pracy chłopaków przeszło dwukrotnie przekroczyło cene lodówki i o ponad 100 euro nowej pralki. A, i znalezienie miejsca parkingowego dla roweru pod własnym domem… To jest dopiero wyczyn.
I Amsterdam wcale nie ma tak dużo do zaoferowania. Jest to mega monotonne, bardzo turystyczne miasto, gdzie ciężko o dobrą knajpę z której nie będą chcieli Cię jak najszybciej wyrzucić bo już głodni turyści czekają na stolik.
A jedzenie w Holandii jest po prostu obrzydliwe, paskudnie chemiczne i plastikowe. Nie kupisz praktycznie niczego niezapakowanego w plastikową folie. Nawet papryki czy kukurydzy, również w sklepach Bio.
Do tego jest na prawdę bardzo małe. Chociaż to można uznać za duży plus. Inny środek transportu poza własnymi nogami i rowerem na prawdę nie jest konieczny. Zwłaszcza, że komunikacja miejska zawodzi nie mniej niż w PL.No może tu przesadziłam, ale nie jest najlepsza. I w Sylwestra wszystko jeździło tylko do 20. Kolejny kurs 6 rano w Nowy Rok.
I na prawdę nie cieszy mnie to, że mam coffee shop z jednej z lewej strony 5 a z prawej 2 kamienice dalej. Myślę, że wielu moich sąsiadów, nawet tej męskiej części, że panie z za czerwonych okienek machają im już 500 metrów dalej.
Nie wszystko jest takie piękne jak Ci się wydaję na wakacjach.
A więc wyszłam z domu, próbowałam szukać tego dobrego, pojechałam do pobliskiego parku, przejechałam go całego i prawie znalazłam się w mieście obok.
Mówiłam, Amsterdam jest mały. I trudny.
Doceń to co masz.

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s